'Uwielbiała siadywać na parapecie i wsłuchiwać się w noc'.-'Onaja'
2009-10-22
301.
Znów wlazłam w klimat Haibane, co pozwoliło mi się dzisiaj zatrzymać, odetchnąć spokojnie i powiedzieć sobie, że bieganie jest złe, bo prowadzi do zadyszki. A nam osobiście o zadyszkę nie chodzi. Powiedziałam sobie wyraźnie, że pracą nie będę się zbytnio przejmować, znosić jej do domu, stresów z nią związanych też. Praca jest tam, na Antoniego, od ósmej do szesnastej piętnaście w dni powszednie. Poza tymi terminami mam ją w odstawce, bo mam prawo jeszcze poszaleć w przerwie pomiędzy studiami (mówię oczywiście o przerwach dziesięciominutowych pomiędzy lub w trakcie zajęć).
W tym krótkim zatrzymaniu, udając w pracy, że pracuję, patrzę na matki, które godzą dziecko i pracę, niemalże w pojedynkę się owym dzieckiem opiekując (bo mąż jest, gdzieśtam, ale też ciągle pracuje, bo przecież trzeba, żeby w domu było lepiej) i podziwiam je przeogromnie. I tak myślę, niezmiernie intensywnie - ja już teraz zdaje się ledwo wytrzymuję napięcie, praca, po pracy drzemka, kolacja i spać, tak przez cały tydzień, potem szkoła, wszystko to bez większej przerwy. A jakby do tego wszystkiego doszła mi jeszcze opieka nad jakimś małym Thorzątkiem? I tu mój pełen podziwu ukłon w stronę pracujących matek, bo przecież pewnie większość z nich się nawet nie zastanawia, jakim cudem to wytrzymują, to zabieganie, ten stres, tę masę pracy.
I myślę. Jeszcze niedawno patrzyłam na to inaczej. Nie. Nie patrzyłam. Nie zwracałam na to uwagi. A teraz jest jakoś... z drugiej strony.
Chyba dorosłam na tyle, żeby z tej drugiej strony właśnie zacząć patrzeć.
Zdecydowanie ja! ||
skomentuj|| (1)