bo nie Odeszłam.
autorka.   księga.   archiwum.   inni.
2012-01-08


316.
Niemal do końca wypaliło mi mózg. Drogie dzieci, w przypadku, kiedy macie pisać zajawki tekstów z jakiegokolwiek magazynu lub jakiejkolwiek gazety szczerze i z całego serca odradzam pracę nad 'Naszym Dziennikiem'. W ogóle pracę z tą pozycją odradzam, szczególnie tym, którzy mają choć trochę rozumu.
Już nawet nie chodzi o to, że ludzie tworzący tę gazetę nawet nie posługują się półprawdami, ale momentami jawnymi kłamstwami, manipulacjami i cała gamą środków, których rzetelnemu dziennikarzowi używać nie wolno. Chodzi bradziej o to, że testy tam publikowane nawet inteligentnej osobie mogą zrobić sieczkę z mózgu, a jedyną prawidłową reakcją na to, co można tam znaleźć jest znajomy mem przedstawiający trzymającego się za głowę Jekiego Chana i facepalmem Jeana-Luca Pickarda.
Całe szczęście, że przebrnęłam tylko przez cztery wydania, bo mam wrażenie, że siano, które mam obecnie w głowie po większej ilości 'Naszego Dziennika' nie byłoby w stanie usunąć się z niej podczas jednej tylko sesji snu. Ba, już teraz wiem, że jutro też będę przeżywać, jakie bzdury się tak pojawiają.


W żałożeniu, jeszcze kilka godzin temu, kiedy chciałam dodać notkę miała być o czymś innym. Teraz nie jestem w stanie myśleć o niczym innym i muszę to gdzieś wyrzygać, bo inaczej samo nie wyjdzie.

Zdecydowanie ja! || skomentuj|| (0)


2011-11-06


315.
Na bogów, właśnie pomyślałam sobie, że gdybym dostawała dziesięć złotych za każdego człowieka, który pisze teksty na jakiekolwiek portale informacyjne, podając się za dziennikarza, a który jawnie łamie kodeks etyki dziennikarskiej, to byłabym milionerem. Oczywiście rozumiem, tego kodeksu nie da się przestrzegać w stu procentach, tak, żeby chociażby troszkę się z niego nie wyłamywać, ale sam zapis o rzetelnym informowaniu społeczeństwa powienien być jak najbardziej przestrzegany.
Jak powiedziała dr Zwiefka-Chwałek, oczywiście, nie da się dojść do absolutnie wszystkich źródeł, ale dziennikarz ma obowiązek odzielać własny komentarz od faktów. I zastanawia mnie, jak to się dzieje, że istnieją persony (nierzadko anonimowe, na portalach podpisujące się jedynie kilkoma literkami, niekoniecznie będącymi prawdziwymi inicjałami danej osoby), które w bezczelny wręcz sposób piszą 'o faktach' w rzeczywistości zamieszczając własny punkt widzenia i komentarz.
Przykładem* mogą być bzdurne wręcz informacje z portali o zabarwieniu konserwatywno-katolickim, że homoseksualizm jest chorobą, a to, że WHO skreśliło go z listy chorób jest tylko i wyłącznie spowodowane lobby bezpośrednio zainteresowanych. Na miłość bogów, czy taka teoria (zakrawająca na spiskową) jest faktem, czy domniemaniem i opinią piszącego? Oczywiście, autor może powiedzieć, iż cytował tylko jakiś autorytet w tej dziedzinie, ale z drugiej strony, sprawa jest poruszona tylko pod kątem tych, co tak a nie inaczej uważają. A co z tymi drugimi? O nich nie wspomina się ani słowem, a przecież rzetelny tekst, nie będący komentarzem, powinien zawierać obie strony sporu.
Nie chodzi już o to, że sama nie mam absolutnie nic przeciwko homoseksualistom, ba, mam wśród nich bardzo dobrych kolegów, ale o to, że taki pan Józef na przykład przeczyta taki tekst, nie będąc absolutnie świadom tego, że jest manipulowany i potem chodzi i mówi, że geje to zło i choroba, choroby trzeba leczyć i usuwać, a to, homoseksualizm nie jest już od lat oznaczony jako choroba to sprawka jakiegoś [zapewne masońskiego (ewentualnie żydomasonokomunistycznego)] lobby.
Boli mnie to niesamowicie, jako adepta dziennikarstwa. Bo widzę codziennie, jak ludzie czytają i wierzą w takie wierutne bzdury na poziomie tabloidów, a potem wychodzą na ulice i są niemalże skłonni do kamieniowania tych, co sądzą inaczej. Tak się tworzy i mami masy ciemnych ludzi, którzy wierzą w to, co gdzieś przeczytali, bo nie wiedzą, że to czyjaś opinia a nie fakt. I niby mamy XXI wiek, a ciemnogród jak istniał, tak istnieje i ma się przez takich 'dziennikarzy' bardzo dobrze.


*Wyżej podany przykład nie ma na celu rzucania w katolików jakimikolwiek hasłami, jeżeli ktoś ma co do tego wątpliwości niech z łaski swojej pozostawi je dla siebie.

Zdecydowanie ja! || skomentuj|| (4)


2011-10-31


314.
Dzieciaki z sąsiednich mieszkań chyba nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. Dzisiaj jednak, najwyraźniej zainspirowane filmami wyleciały na ulicę, wykorzystując halloweenowe trick or treat. Cała trójka, będąca w wieku do trzynastu lat, najwyraźniej podprowadziła matkom prześcieradła i w nieco prowizorycznych strojach duchów wybiegli na ulicę. Niestety podejście Polaków do takiego odbioru Zaduszek ograniczyło im możliwości uzyskania łakoci. Plus jest taki, że te dzieciaki są naprawdę niesamowicie sprytne i w ramach zbierania cukierków odwiedzali nie mieszkania, a... sklepy. Pomysł najwyraźniej nie był wcale głupi, bo kiedy wracałam do domu, przebiegli akurat obok mnie, dzierżąc w dłoniach powypychane, szmaciane torby.
Nie powiem, widok ten ucieszył mnie niesamowicie, bo odważyli się to zrobić, bo ekspedientki z mojej ulicy najwyraźniej podłapały ducha i coś nawrzucały chłopcom do toreb, bo w końcu nie widzę tylko umartwiania się i jęczenia niesamowicie ponurych modlitw (no dobrze, może nie są aż tak ponure w treści, ale Polacy modlą się w taki sposób, że nawet najbadziej optymistyczne teksty brzmią jak Anielski orszak).
My nazywamy to Samhain, tradycja jest w zasadzie podobna, jak we wszystkich wierzeniach pogańskich - skończyły się żniwa, idzie zima, jest ponuro, mogą nadejść gorsze czasy, więc trzeba się zabezpieczyć. Przebieranek na 31 października nie wymyślili Amerykanie, a poganie z Europy. Celtowie przebierali się i chodzili do innych wiosek po to, by duchy zmarłych i nienarodzonych nie mogły ich znaleźć, a jack o'lantern miał w razie czego odstraszać zło. Dużo przeniosło się na grunt amerykański, jednak prawda jest taka, że nasi przodkowie zawsze na koniec żniw mieli podobne do Halloween święto, podczas którego przypominają się zmarli.
Irytują mnie polskie gadki o szatanie ukrytym za Halloween, o tym, że to wymysły zachodu, że to robienie sobie żartów i bałamucenia wzniosłego Wszytskich Świętych. Trzeba przypomnieć, że po pierwsze rzeczone Wszystkich Świętych to dzień 1 listopada, po drugie my mamy swoje Zaduszki, które wywodzą się ze słowiańskich Dziadów - czyli święta na zakończenie żniw, podczas którego wspominało się zmarłych. Opinie potępiające Halloween śmieszą mnie o tyle, że odnoszą się do nie tego dnia w roku. Poza tym sama uważałam jako dziecko Wszystkich Świętych za niesamowicie męczący i nudny dzień. Już dwa tygodnie przed mama biegała, kupowała wieńce, badyle na wieńce, znicze i kwiaty tylko po to, żeby móc je ustawić właśnie 1 listopada na grobach. I do dziś pamiętam, że każdorazowo nad grobami nie było wspominania zmarłych, tylko dochodzenia, kto z rodziny postawił jaki znicz i dlaczego tak mało wydał na kwiaty.
I myślę nadal, że większość Polaków groby zmarłych odwiedza tylko na Wszystkich Świętych (a nie jest to dzień dla bliskich, a dla wszystkich świętych, jak sama nazwa wskazuje, dla bliskich są Zaduszki mające miejsce dobę później) i tylko dlatego, że tak wypada.
A dzieciarnia się nudzi i nie rozumie po co to wszystko. A niech sobie biegają, zbierają słodycze i się bawią. Przynajmniej coś mają z tego dla siebie. Bo tak na dobrą sprawę, co zmarłemu po zniczach i wiązankach na grobach, skoro przez cały rok nikt o nich nie pamięta?

A chłopcom z mojej kamienicy sama  bym nawrzucała jakiś łakoci, gdyby tylko zapukali do moich drzwi. Jeśli nie słodyczy (bo zawsze małżonek wymiecie zapasy) to chociaż po jabłuszku. Chociażby za odwagę.

Zdecydowanie ja! || skomentuj|| (6)